NOWE-STARE PROBLEMY NA PLANTACJACH SOI

dr inż. Tomasz R. Sekutowski1, mgr inż. Bartłomiej Karamon2
1Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa – Państwowy Instytut Badawczy w Puławach
Zakład Herbologii i Technik Uprawy Roli,
ul. Orzechowa 61, 50-540 Wrocław
e-mail: t.sekutowski@iung.wroclaw.pl
2Lesaffre Polska S.A.
ul. Dworcowa 36, 46-250 Wołczyn
e-mail: bka@lesaffre.pl

NOWE-STARE PROBLEMY NA PLANTACJACH SOI
Wśród naszych plantatorów coraz większą popularnością cieszy się uprawa soi. Na przestrzeni ostatnich 5 lat areał tej uprawy wzrósł ponad 50 krotnie, z niecałych 300 ha w 2010 roku do blisko 15000 ha w roku bieżącym. Przy tak dynamicznie rozwijającej się uprawie, zajmującej coraz to nowe powierzchnie pól, prawdopodobnie w kolejnych kilku latach pojawi się kilka nowych-starych problemów.
Problem z chwastami
Plantatorzy zajmujący się uprawą soi bardzo dobrze wiedzą, że rośliny soi są bardzo mało konkurencyjne w stosunku do chwastów. Wynika to głównie z bardzo powolnego tempa wzrostu w pierwszych 4 tygodniach po wschodach. Dlatego konieczna jest ochrona plantacji czy to wykorzystując metodę mechaniczną (mało skuteczną w odniesieniu do tego gatunku) lub chemiczną z wykorzystaniem herbicydów. A właściwie to jednego herbicydu zarejestrowanego do ochrony tej uprawy – Sencor Liquid 600 SC (s.cz. metrybuzyna). Jest to pierwszy w Polsce herbicyd, który można stosować od dwóch sezonów w terminie przedwschodowym (1-3 dni po siewie) w uprawie soi. Zaletą tego środka jest to, że praktycznie nie powoduje uszkodzeń soi, ze względu na termin aplikacji jak i sposób działania. Niestety mankamentem tego rodzaju środków jest to, że w momencie braku odpowiedniej ilości wody w warstwie gleby 1-3 cm, ich działanie jest bardzo mocno ograniczone, a czasami jest wręcz bliskie zeru. Tak się niestety stało w tym roku, gdyż na przełomie kwietnia i maja czyli w okresie siewu nasion soi oraz stosowania herbicydu doglebowego Sencor Liquid 600 SC na terenie większości obszarów, gdzie uprawia się soję zanotowano bardzo niewielkie ilości opadów, a tegoroczna zima była praktycznie bezśnieżna. Przykładem może być województwo dolnośląskie i opolskie, gdzie na przełomie kwietnia i maja spadło niewiele więcej niż 20 mm deszczu. W związku z tym na większości plantacji w obu tych województwach dużym problemem stała się komosa biała, która w normalnych warunkach wilgotnościowych gleby jest bardzo dobrze ograniczana przez metrybuzynę, a w tym przypadku bardzo silnie zachwaściła plantacje soi (fot. 1). Rozwiązaniem tego problemu może być możliwość zarejestrowania większej liczby s.cz. herbicydów, głównie stosowanych powschodowo-nalistnie, o co bezskutecznie od 3 lat apelują do firm produkujących ś.o.r, grupy producenckie czy sami plantatorzy.
Problem z chorobami
Ze względu na bardzo niewielki areał uprawy plantacje soi nie były(jak do tej pory) mocno porażane przez czynniki chorobowe. Jednak wraz ze wzrostem areału oraz z coraz to częstszym sąsiedztwem z innymi roślinami z rodziny bobowatych (np. bobik, łubiny czy groch) możemy w najbliższych latach spodziewać się wystąpienia z różnym nasileniem, następujących chorób: zgorzel siewek, antraknoza, askochytoza, fuzaryjna zgorzel szyjki korzeniowej i podstawy łodygi, fuzaryjne więdnięcie, cerkosporioza (chwościk soi), fuzaryjne brunatnienie strąków, septorioza (brązowa plamistość liści soi) oraz purpurowa cerkosporioza soi. Niestety w tym roku na większości plantacji zlokalizowanych na terenie województwa dolnośląskiego i opolskiego obserwowano zwiększoną presję dwóch chorób: brązowej plamistość oraz purpurowej cerkosporiozy. Prawdopodobnie większe porażenie roślin soi spowodowane było warunkami pogodowymi jakie wystąpiły w II dekadzie czerwca i I dekadzie lipca (wysoka temperatura i opady deszczu). Niewątpliwie czynnikiem sprzyjającym wystąpieniu tych dwóch chorób był również aspekt odmianowy oraz chwastowy, szczególnie dotyczy to gatunków chwastów wyrastających ponad rośliny soi, powodując przez to zacienienie oraz zwiększoną wilgotność łanu. Niestety w Polsce nadal nie ma zarejestrowanych żadnych fungicydów do ochrony plantacji soi przed sprawcami wywołującymi przytoczone choroby.
Problem z dzikimi zwierzętami
Do przytoczonych powyżej problemów chwastowych czy grzybowych w tym roku plantatorom soi doszedł jeszcze jeden problem a mianowicie zające. A dokładniej rzecz ujmując zając szarak. Jest to gatunek, który występuje na terenie praktycznie całego naszego kraju. Jego dotychczasowym obszarem żerowania były przeważnie łąki oraz sady ale także pola uprawne. Odżywia się wyłącznie pokarmem roślinnym przez, co bardzo często potrafi wyrządzić poważne szkody, głównie w sadach (zazwyczaj w okresie zimowym i wczesnowiosennym). Tak było do tej pory, niestety wraz z ograniczeniem populacji lisów (zwiększona zachorowalność na wściekliznę), gradacją populacji zajęcy, która występuje co 7-11 lat oraz z coraz częściej występującymi łagodnymi zimami, a przy tym ze zwiększoną dostępnością i różnorodnością pokarmu w tym roku obserwuje się zwiększoną liczbę zajęcy.
Zając szarak w warunkach naturalnych dożywa przeważnie 5 lat, a samica w ciągu roku ma zazwyczaj 3 mioty (czasami 4), a w każdym miocie może znajdować się do 5 młodych (przeważnie 3) z których do wieku rozrodczego dożywa jedynie 1 osobnik.
Praktycznie jeszcze do roku ubiegłego plantatorzy nie notowali dużych strat na plantacjach soi spowodowanych żerowaniem zajęcy (poza pojedynczymi przypadkami). Niestety w tym roku straty będą już prawdopodobnie większe, gdyż żerowiska obejmują place o średnicy 1m2, które są porozrzucane na obszarze całego pola, w odległości około 20-30 m od siebie (fot. 2-3).fot. 2-uszkodzone rosliny soi wraz z pozostawionymi przez zajaca odchodami
Na szczęście istnieje możliwość zabezpieczenia plantacji poprzez zastosowanie odpowiednich środków tzw. repelentów (odstraszaczy), które mogą być na sporządzane na bazie aromatów owocowych i ekstraktów roślinnych o charakterystycznym migdałowym zapachu (np. Biotec).

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.