Ursus. Afrykańska ekspansja.

 

Kierunek afrykański

Jestem w Afryce przynajmniej raz w miesiącu. Dzięki temu udało mi się dobrze poznać ten kontynent. Stąd też wiem, że większość krajów w tamtym regionie rozwija się szybko i dynamicznie. Mogę tu przywołać przykład etiopskich linii lotniczych, które w swojej flocie posiadają najwięcej Dreamlinerów na świecie. Dlatego też Amerykanie utworzyli tam centrum serwisowe dla tych samolotów. W państwach afrykańskich najwięcej uwagi poświęca się niezależności energetycznej i żywnościowej. Dlatego poszczególne kraje inwestują potężne środki w rozwój i mechanizację rolnictwa. Do tego bardzo dobrze postrzega się tam firmy europejskie, które posiadają bardzo dobre jakościowo produkty, a ich cena jest niewiele wyższa niż znacznie gorszych produktów z Chin czy Indii. Tu właśnie pojawiła się szansa na eksport w tamte regiony ciągników Ursusa. Udało nam się tam podpisać dobry kontrakt, z którego większość zarobionych środków została skierowana na rynek krajowy. Obecnie wracamy z legendarną serią C. Tygodniowo otrzymujemy około 100 zapytań dotyczących produkcji i możliwości sprzedaży ciągników C-330 i C-360. Muzealny ciągnik C-360, który pokazaliśmy na targach w Kielcach, mogliśmy sprzedać około 50 razy każdego dnia – mówi Karol Zarajczyk, prezes Ursus S.A.

Jacek Suchorzebski: Proszę przedstawić najnowszą historię marki Ursus. Nie wszystkim czytelnikom jest ona znana.

Karol Zarajczyk: – Grupa Polmot Holding poprzez swoją spółkę zależną Polmot Warfama 26 kwietnia 2011 roku nabyła 100 proc. udziałów w Ursus Sp. z o.o., prawa produkcyjne oraz prawa do marki od ówczesnego właściciela – firmy Bumar S.A. Dla nas bardzo ważne jest to, że przejęliśmy całą tradycję marki. Firma w 2011 roku przeszła gruntowną, zresztą nie pierwszą, ale mam nadzieję, że już ostatnią, restrukturyzację. Pod marką Ursus zgrupowano również innych producentów maszyn z grupy Polmot. Tak powstała firma, która w swojej ofercie ma ciągniki o mocy od 50 do 180 KM. A do tego komplementarny zestaw maszyn: od pras, owijarek, poprzez ładowacze czołowe, zgrabiarki, rozrzutniki, przyczepy itp.

Ursus S.A. Jest notowany na giełdzie. Czy warto kupić akcje Ursusa?

– Obowiązuje mnie ustawa o obrocie papierami wartościowymi i nie mam prawa nikomu doradzać w kwestii zakupu akcji spółki której jestem prezesem. Nasze wyniki finansowe są ogólnie dostępne, można je przejrzeć na naszej stronie internetowej lub na stronach GPW. W 2014 r. URSUS S.A. osiągnął rekordowy 51,5% rdr wzrost przychodów do poziomu 224,1 mln zł, tj. pochodna zwiększenia sprzedaży zagranicznej o 142,9% rdr między innymi w związku z realizacją kontraktu w Etiopii (122,2 mln zł). Sprzedaż krajowa w omawianym okresie wyniosła 102 mln zł, tj. wzrost o 4,3% rdr – efekt braku środków na dofinansowanie zakupu maszyn dla rolnictwa z programu PROW (Program Rozwoju Obszarów Wiejskich). W 2014 roku spółka wykorzystała moce produkcyjne zakładów na realizację kontraktu etiopskiego, co wpłynęło na ograniczony potencjał produkcyjny przeznaczony na rynek krajowy.

W 2014 r. spółka osiągnęła 125% rdr wzrost sprzedaży swojego flagowego produktu, czyli ciągników, pochodna wzrostu sprzedaży eksportowej. Segment trolejbusów wykazał 20% wzrost sprzedaży rdr do wartości ok. 19,5 mln zł – wynik realizacji części umowy z ZTM w Lublinie. W 2013 r. URSUS zawarł umowę z Zarządem Transportu Miejskiego w Lublinie na „zakup i dostawę 38 sztuk nowych niskopodłogowych Trolejbusów miejskich klasy maxi” w latach 2013-2015.

Realizacja celów strategicznych przełożyła się na wyniki w 2014 r. W 2014 r. zysk brutto ze sprzedaży wyniósł ok. 42,2 mln zł, tj. 189,5% wzrostu rdr i 18,9% marży na tym poziomie zysku. EBIT urósł do 21,3 mln zł wobec analogicznej, tj. 21,3 mln zł straty w 2013 r. Marża EBIT wyniosła 9,5%. Zysk netto w 2014 r. wyniósł 14,9 mln zł.

Dlaczego wybrał Pan Afrykę, a jako pierwszy kraj Etiopię, dla ekspansji Ursusa?

– Afryka to rynek przyszłości. Nie ograniczamy się tylko do Etiopii, ale działamy na obszarze całego kontynentu. Obecnie dopracowujemy kolejne kontrakty, jednak jest jeszcze za wcześnie na ich szczegóły. W Etiopii kończymy pierwszy etap kontraktu. Z końcem kwietnia skończymy dostawę pierwszej partii ciągników – 1,5 tys. sztuk. Niedawno uruchomiliśmy tam linię montażową naszych wyrobów, a pierwsze traktory już zjechały z taśmy i trafiły na etiopskie pola. Do września mamy wynegocjować kolejną transzę dostaw.

Wspomniał Pan o linii montażowej. Kto ją obsługuje?

– Wyobrażenie Afryki jako zacofanego kontynentu, jest bardzo błędne. Na 10 krajów o największym wzroście PKB na świecie aż 6 pochodzi z Afryki. Znaleźliśmy tam bardzo dobrego partnera. To firma Metec, która jest firmą państwową, zarządzaną przez wojsko. Metec zajmuje się montażem wozów bojowych, a w swojej części cywilnej montuje ciągniki i autobusy. Oprócz naszych traktorów montuje również ciągniki pochodzące z Chin. Rocznie ponad 7 tys. sztuk. Życzyłbym sobie sprzedawać taką ilość w naszym kraju. Jesteśmy bardzo zadowoleni i z infrastruktury, i z poziomu wyszkolenia technicznego ludzi, którzy tam z nami współpracują. Wielokrotnie powtarzałem: nie musimy ich niczego uczyć. Wymieniamy tylko doświadczenia. W Etiopii funkcjonuje normalna sieć dealerska – taka, jakie znamy z Europy. Do tego Metec kupiła od nas wyposażenie 10 centrów serwisowych, gdzie nie tylko odbywa się serwis i dystrybucja części zmiennych, ale i szkolenia operatorów.

Rozumiem, że Etiopię traktujecie jako przyczółek w afrykańskiej ekspansji.

– Na pewno jest to przyczółek na Sudan Południowy. Jeśli chodzi o inne kraje, to nawiązujemy kontakty z podobnymi firmami. Gdy przejmowaliśmy Ursusa, to wiedzieliśmy, że firma w swej 120-letniej historii obecna była na ponad 120 światowych rynkach. Ursus to postlicencyjny produkt Massey Fergusona. Ta marka jest w Afryce synonimem niezawodności, wytrzymałości i trwałości. Stąd nasza strategia, aby w pierwszej kolejności zawojować ten kontynent. W Afryce nasze sprawdzone konstrukcje są mile widziane. W Europie z powodu olbrzymiej konkurencji i wyśrubowanych norm homologacji traktorów rentowna produkcja takich maszyn jest bardzo kosztowna i organizacyjnie skomplikowana.

Jakie ciągniki cieszą się największym powodzeniem w Afryce?

– Jako że rolnictwo jest tam bardzo rozdrobnione, najbardziej poszukiwane są proste, niezawodne traktory o mocy do 80 KM. Muszę jednak powiedzieć, że duży segment sprzedaży stanowią ciągniki o większych mocach: od 140 do 180 KM. Te maszyny są bardzo drogie i w większości używane są przez firmy państwowe. Trafiają do pracy na plantacjach trzciny cukrowej. Mało kto wie, że Etiopia jest największym na świecie producentem kawy, róż i trzciny cukrowej. Korzystne warunku klimatyczne pozwalają na zakładanie ogromnych winnic.

Kto w Afryce stanowi dla Ursusa największą konkurencję?

– W największym skrócie to Chińczycy i Hindusi. Obecnych jest tam ponad 30 marek. Ich konstrukcje nie są drogie. Mają jednak problem z jakością wykonania i niezawodnością. Afrykanie zrozumieli, że cena to nie wszystko. Są gotowi zapłacić więcej za lepszą technologię. Tutaj znaleźliśmy swoją niszę, dlatego że duże, znane koncerny nie chcą się cofać do starszych, prostszych modeli. My oferujemy maszyny, które miejscowi farmerzy znają i z których są zadowoleni właśnie z powodu ich prostoty i niezawodności.

Wspomniał Pan o planach ekspansji na polski rynek.

– Na polskich polach pracuje 1,5 mln traktorów. Z tego połowa to Ursusy. W naszym kraju zamierzamy zmierzyć się z legendą ciągników serii C. Dlatego w Kielcach pokazaliśmy ciągniki o mocy od 75 do 110 KM. Docelowo zamierzamy produkować około 8 tys. ciągników rocznie, a w Polsce rejestrować około 1,5 tys. traktorów w pełnym zakresie mocy. Nasze maszyny mają być proste, niezawodne, łatwe w obsłudze. Duży nacisk kładziemy na łatwy dostęp do niedrogich, oryginalnych części zamiennych. Oczywiście zwracamy uwagę na rozwój techniczny traktorów. Jesteśmy pewni jakości, dlatego też jako jedyni w kraju dajemy 4 lata gwarancji lub 4 tys. motogodzin. Nie znajdzie się w Polsce drugiej marki, dającej takie warunki serwisowe. Tak długa gwarancja dotyczy całej serii C.

Od dłuższego czasu obserwujemy, jak nasz rynek zalewany jest częściami zamiennymi wątpliwej jakości. Jaka jest na to wasza odpowiedź?

– Tanie zamienniki części do ciągników serii C właściwie znikają z rynku. Rolnicy chcą zaopatrywać się w oryginalne części. Widzimy to po sprzedaży tych części. Wzrasta ona o około 40% rocznie.

Dlaczego w Polsce niedostępny jest w sprzedaży wasz ciągnik o mocy 180 KM, a sprzedajecie go z powodzeniem w Afryce?

– Największy ciągnik, jaki w tym momencie produkujemy, rzeczywiście ma moc 180 KM. Pokazaliśmy go na naszym stoisku na tegorocznych targach Agrotech. Niestety, posiada on tzw. „brudny silnik”, który nie spełnia europejskiej normy emisji spalin. Te normy nie obowiązują w Etiopii. Tamtejsi rolnicy są z niego bardzo zadowoleni. Szykujemy oczywiście wersję tego traktora na rynek krajowy. Liczę na to, że jeszcze w tym roku go zaprezentujemy. Oczywiście silnik będzie inny. Jaki? Tego jeszcze nie wiem. Mogę tylko zdradzić, że bierzemy pod uwagę dwóch producentów.

Zakłady Ursus w swej historii nie ograniczały się tylko do produkcji maszyn rolniczych. – W związku z niestabilną sytuacją z unijnymi dopłatami doszliśmy do wniosku, że należy zbudować drugą nogę. Po analizie naszych możliwości doszliśmy do wniosku, że zainwestujemy w transport publiczny. W konsorcjum z ukraińską firmą Bogdan udało się nam 2 lata temu wygrać przetarg na dostawę trolejbusów dla miasta Lublin. Dzisiaj trolejbusy z logo marki Ursus jeżdżą już po ulicach w Lublinie. Do końca marca mamy dostać homologację na 18-metrowy autobus w pełni napędzany energią elektryczną. Pojazd wyposażony jest w baterię pozwalającą na 200 km jazdy. Na przystankach w razie potrzeby będzie możliwe tzw. szybkie ładowanie baterii, które potrwa zaledwie 15 minut. Wiadomo, rynek autobusów miejskich podlega zakupom przetargowym. Jesteśmy do nich przygotowani. Perspektywa unijna przewiduje olbrzymie środki na wymianę taboru komunikacyjnego w dużych miastach. W tym upatrujemy swoją szansę.

Ostatnio w środkach masowego przekazu dużo mówi się o nieprawidłowościach podczas sprzedaży gruntów, na których położone były zakłady Ursus.

– To nie jest pytanie do mnie. Nic nie wiem na ten temat. Nasza spółka nigdy nie była właścicielem tych gruntów. Przedmiotem transakcji były prawa produkcyjne, linie montażowe, produkcja w toku i prawa do znaku towarowego.

APLA

W fabryce w Lublinie, gdzie w tej chwili produkuje się Ursusy, pracuje ok. 300 osób. Fabryka mieści się na terenie dawnego ośrodka badawczo-rozwojowego FSC. Firma jest w trakcie zakupu nowej hali o powierzchni 36 tys. m2. Po jej uruchomieniu moc produkcyjna fabryki wzrośnie do kilkunastu tysięcy sztuk rocznie. Produkowane tam będą również autobusy z napędem elektrycznym.

Advertisement
0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.